Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Niebo jest przereklamowane. Życie zresztą też.

Najnowszy film Apichatponga Weerasethakula, zdobywca Złotej Palmy na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes, "Wujek Boonmee, który potrafi przywoływać swoje poprzednie wcielenia" jest najprawdopodobniej arcydziełem. Najprawdopodobniej - bo ma jedną wadę, jest bardzo trudny w odbiorze, szczególnie dla zachodniego widza.

Bezradność zachodniego widza widać najsilniej w komentarzach, iż film przedstawia buddyjskie rozważania o sensie życia. Zasadniczo jest to prawda, tyle tylko, że bardzo ogólnikowa. To tak jakby azjatycki widz powiedział o filmach Zanussiego, czy Kieślowskiego, że prezentują chrześcijańskie rozważania o sensie życie. Niby tak, tylko trochę mało z tego wynika.

Ja też jestem wobec tego filmu bezradny, ale mnie to nie deprymuje. Nie boję się widzieć w tym filmie arcydzieła, nawet jeżeli jest to bardziej przeczucie niż pewność. Dawno nie widziałem tak oryginalnego filmu, przy czym ta oryginalność dotyczy zarówno warstwy merytorycznej, jak i formalnej, czyli sposobu opowiadania.

Już sam sposób narracji będzie dla przeciętnego zachodniego widza trudny do przyjęcia. Sęk nawet nie w tym, że nie mamy tu linearnej opowieści. Jest gorzej - niektóre pojawiające się obrazy wydają się w ogóle nie mieć związku z zasadniczą treścią. Jakie jest na przykład znaczenie opowieści o brzydkiej księżniczce, pojawiające się w środku filmu? Albo jak rozumieć dziwne zakończenie, rozgrywające się w pokoju hotelowym? Pod względem formalnym film Apichatponga balansuje między scenami realistycznymi a baśniowymi, poważnymi a komediowymi. Z jednej strony umierający na chorobę nerek mężczyzna, z drugiej małpolud o świecących na czerwono oczach.

Jednak w moim odczuciu przyjęta przez reżysera forma opowiadania, choć na pozór niespójna, jest bardzo konsekwentnie podporządkowana przyjętej przez niego filozofii. O czym jest ten film? Myślę, że poziomów interpretacji jest bardzo wiele. To co napiszę dalej, to moje luźne przemyślenia, przemyślenia ignoranta z Zachodu, który natrafił na cudowny obiekt z obcej kultury, który go zachwyca, ale którego zastosowania może tylko zgadywać.

Centralną osią opowieści jest wewnętrzne przygotowanie umierającego tytułowego wujka Boonmee do przejścia na drugą stronę. Czyli gdzie, do nieba? "W niebie nic nie ma. Niebo jest przereklamowane." mówi wujkowi jego zmarła żona, która odwiedza go przed śmiercią. Buddyści wierzą w reinkarnację, w krąg samsary, w której żyjemy na tym świecie ciągle, pod różnymi wcieleniami. Wujek Bonmee może więc przejść w jeden z 6 buddyjskich bytów, narodzić się ponownie jako człowiek, duch, a może zwierzę. Każda z tych form może stać się przyszłym wcieleniem człowieka, stąd zresztą buddyjskie poszanowanie dla każdego przejawu życia. Stąd mistyczny charakter Natury, której jesteśmy malutką cząstką.

W buddyjskim rozumieniu świata nie tylko niebo jest przereklamowane. Przereklamowana jest też śmierć. I przereklamowany jest czas. Nic się nie kończy, wszystko trwa wiecznie, każdy jest nieśmiertelny. Nie ma początku i końca, wszystko toczy się w kółko. Nasz obecny żywot to tylko epizod, nie ma co się nim specjalnie przejmować. Tak, życie też jest przereklamowane. Piękne stroje, zaszczyty, aspiracje to wszystko bez znaczenia, to wszystko iluzja. Stąd zresztą pasująca do ogólnej myśli filmu bajka o brzydkiej księżniczce, która widzi w wodzie piękne odbicie i płacze, że chciałaby tak wyglądać. Ależ to przecież Ty, mówi jej ryba, powierzchowność jest iluzją, prawdziwe piękno gdzie indziej leży.

Powracającym motywem filmu Apichatponga, wydającym się być kluczem do jego odczytania, jest przenikanie się różnych światów i bytów i transgresja, przechodzenie z jednych w drugie. Przenikają się światy zwierząt i ludzi, co symbolizowane jest przez wątek syna wujka Boonmee, który przeszedł ze świata ludzi do świata zwierząt (zostając pół małpą pół człowiekiem). Przenikają się świat realny i świat ducha, obrazowany przez pojawiającą się zmarłą żonę wujka. Przenikają się czasy - przeszły, teraźniejszy i przyszły (pokazany w serii slajdów z przyszłości, które śnią się wujkowi). Mamy też i w końcu wątek przechodzenia ze świata tradycyjnej kultury do nowoczesności, widoczny w ostatniej scenie filmu, w której młody mnich ucieka z klasztoru (jest w nim za cicho, nie ma choćby radia), przebiera się w świeckie ubrania i wychodzi na miasto.

Co jednak ważne, "Wujek Boonmee, który potrafi przywoływać swoje poprzednie wcielenia" nie jest filmem zrobionym śmiertelnie poważnie. Niepoważnie brzmi już sam tytuł, jak z opowieści Szecherezady. Film traktuje o poważnych sprawach, ale potrafi zaskakiwać scenami bajkowymi, dziwnymi. Jak scena, gdy przy stole najpierw materializuje się żona wujka (w konwencji starych filmów sf), a po chwili dołącza do niej świecący czerwonymi oczami, przypominający Chewbaccę, małpolud. Albo scena miłosna między księżniczką a sumem, który wpływa między jej uda.

Najwspanialsze w kinie jest dla mnie to, że powstają w nim takie filmy jak "Wujek Boonmee" - filmy zachwycające i intrygujące, przy których człowiek uświadamia sobie swoje niedostatki i dla których chce stawać się mądrzejszy. Mam nadzieję, że któregoś dnia dorosnę na tyle, by móc ten film w pełni docenić. I wtedy podniosę mu ocenę do 10.

siedem siedem

Sporo filozofii w tej notce - szacun. Cyt.:"Już sam sposób narracji będzie dla przeciętnego zachodniego widza trudny do przyjęcia."; Myślę, że dla polskiego, Przeciętnego - też. Pozdrawiam.

.

kw86 kw86

Mam bardzo podobne odczucia... Chociaż jednocześnie mam wrażenie, że zrozumiałem z tego filmu tak niewiele, że nie mógłbym odważyć się ocenić go równie wysoko :)

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Ja właściwie powinienem ocenić na 8, tak uczciwie, bo na tyle mi się "podobał". Ale że nie chciał mi wyjść długo z głowy i ciągle nie chce, to mu dałem na zachętę 9. Na zachętę dla siebie oczywiście, żebym miał motywację by nad nim główkować tak długo, aż będę w stanie tę 9 w pełni uzasadnić :)

.

Esme Esme

Na "Wujku" zasnęłam w kinie, co poniekąd potwierdza Twoją opinię co do tego filmu, bo na ogół przysypiam właśnie na arcydziełach. ;) Skutkiem tego zrozumiałam z niego jeszcze mniej, niż bym ewentualnie mogła, więc nie czuję się w ogóle na siłach o nim dyskutować. Ale bardzo się cieszę, że zdecydowałeś się podjąć próbę interpretacji na gruncie filozofii buddyjskiej - Oleszczyk np trochę sie obok tego tematu prześlizguje, chociaż film ocenia wysoko.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook